Dywan wraca na salony

Dywan pod stopami kojarzy się raczej z wygodą niż luksusem. Tymczasem niepowtarzalny design, dbałość o szczegóły i indywidulane podejście awansują go do symbolu prestiżu, za który uchodził przecież przez wiele stuleci. O swojej drodze od ponownego odkrycia klasycznego rzemiosła do miejsca, w którym jego dywany stały się obiektem pożądania największych domów mody i koronowanych głów, opowiada nam Jan Kath, założyciel Jan Kath Design.

456
5 min

Cecylia Kosmalska

GoBusiness

Jan Kath, CEO Jan Kath Design
W rankingu niemieckich marek luksusowych 2016 opublikowanym przez magazyn Wirtschaftswoche Pana firma zajmuje 6 miejsce (pośród 30 marek) i plasuje się zaraz za Porsche oraz Bulthaup Küchen. Przyzna Pan, że poziom jej rozpoznawalności jest znacznie niższy, również w porównaniu z większością firm zajmujących dalsze miejsca. Z czego to wynika i na czym polega USP, która sprawia, że Pana produkty cieszą się takim zainteresowaniem?

Nasza firma jest wprawdzie niewielka, jednak podjęliśmy bardzo intensywne działania z zakresu public relations, aby na nowo wzbudzić w klientach ochotę na jeden z najpiękniejszych i najciekawszych elementów wyposażenia wnętrz. Dywan nie jest i nigdy nie był tylko kolejną, mało znaczącą częścią wystroju. Starej kanapy czy szafy na ubrania prędzej czy później po prostu się pozbywamy, jednak dywan zachowujemy w pamięci, nawet kiedy już od dawna leży zwinięty u babci na strychu. To produkt wzbudzający emocje, pewnie dlatego, że ma tak decydujący wpływ na przytulność pomieszczenia. I oczywiście jesteśmy przekonani, że produkujemy najpiękniejsze i najlepsze dywany na świecie.

Pana rodzina już od 30 lat sprzedaje dywany. Handel dywanami nie jest raczej postrzegany jako synonim luksusu i prestiżu. Kiedy i w jaki sposób wyłonił się Pan z tłumu innych oferentów dywanów i uplasował firmę na pozycji producenta dóbr luksusowych?

Dywany wiązane ręcznie od zawsze były towarem luksusowym i symbolem statusu. W latach 80. i 90. rynek został opanowany przez oferentów produktów masowych, którzy doprowadzili do jego osłabienia. Nieuczciwe prowadzenie interesów i podejrzane metody produkcji doprowadziły do upadku branży dywanów. Z kolei nasza firma, Jan Kath Design, odwołuje się do starego, klasycznego rzemiosła i stara się utrzymać wysoką jakość. Jednocześnie udało się nam jednak tak zmienić dywan wiązany ręcznie, że sprawdza się on w nowoczesnych wnętrzach i może znów odgrywać centralną rolę.

Pana projekty stanowią bardzo udane połączenie nowoczesnych koncepcji i klasycznych motywów. Czym inspiruje się Pan przy ich tworzeniu? Jak ważne w Pana firmie jest dziedzictwo innych narodów i tradycyjna sztuka tkania dywanów?

Inspirację można znaleźć wszędzie – pomysłów na moje kolekcje dostarcza widok z okna samolotu, kolorowe chustki na głowach rosyjskich staruszek, mecz piki nożnej w telewizji czy zarośnięty ogród. W kolekcji Erased Heritage można dostrzec również tradycyjne wzory. Zestawiam je w niekonwencjonalny sposób z nowoczesnymi efektami i w ten sposób odkurzam klasyczną stylistykę oraz sprawiam, że pasuje ona do nowoczesnych wnętrz.

Dywan można chyba znaleźć w każdym domu, jednak kojarzy się on bardziej z przytulnością niż z symbolem statusu. Nowoczesne trendy wyposażenia wnętrz to raczej wyraźne linie, beton, szkło i duże puste powierzchnie. Tradycyjne wzory dywanów sprzeciwiają się temu trendowi. Jak udało się Panu zmienić przedmiot codziennego użytku w pożądany produkt luksusowy, który współgra z nowoczesną architekturą wnętrz?

To, że ludzie wrócą do dywanów, było w gruncie rzeczy kwestią czasu. Dywan jest swego rodzaju oazą przytulności. Na cóż zda się wystylizowane wnętrze, jeżeli nie lubimy w nim przebywać! Dywan zmienia klimat pomieszczenia, akustykę pokoju – po prostu wszystko. Jednocześnie, dzięki nowoczesnej interpretacji dywanu, dostarczamy produkty, które pasują również do nowoczesnych wnętrz. Dywan marki Jan Kath możemy stworzyć na zasadzie systemu modułowego, zgodnie z życzeniem klienta. Wzór, rozmiar, kolory, gęstość tkania i materiały to kwestia wyboru.

Copyright: Jan Kath Design
To Pan był dostawcą słynnego 103-metrowego czerwonego dywanu na ślub księcia Alberta z Monako. Pana projekty zdobią również jachty szejków, domy gwiazd filmowych i siedziby międzynarodowych domów mody. Jak zdobywa się takich klientów?

Wieść o wysokiej jakości, dobrym wzornictwie i rzetelnym wykonaniu szybko się rozchodzi. Uważam jednak, że ważny jest również sposób, w jaki traktuje się klienta i jak prowadzi się z nim komunikację. Pomocny może być także pewien rodzaj pokory, której nie należy jednak mylić ze służalczością.

Jaki udział w obrocie mają tego typu towary produkowane na zamówienie w porównaniu z produktami standardowymi z Pana oferty?

Ponad 70% naszych dywanów to zamówienia specjalne i indywidualne.

Dla producenta ekskluzywnych dywanów, który nie uznaje kompromisów w kwestii jakości, rynek wydaje się być ograniczony. Jakie widzi Pan szanse na wzrost w przyszłości? Czy wschodzące kraje, takie jak Chiny, to rynek dla Pana, mimo że istnieje tam silny tradycyjny przemysł dywanowy?

Jedna z moich ulubionych zasad brzmi: „There’s always room for improvement”. Na rynkach, na których działamy już ze sporym powodzeniem, nadal jest dużo miejsca na to, aby promować piękno i dobrą jakość. Nowe rynki, jak np. Chiny, są dla nas również interesujące. Tamtejsza nowa warstwa klientów to wykształceni kosmopolici, którzy mają subtelne wyczucie luksusu i silną świadomość marki. Nasz produkt dobrze się tam wpasowuje.

Sklepy i salony wystawowe JAN KATH działają już nie tylko w Pana rodzinnym mieście Bochum i innych niemieckich metropoliach, lecz nawet za oceanem i na Lazurowym Wybrzeżu. Jaki będzie dalszy rozwój firmy? Czy planuje Pan również otwarcie sklepu w Warszawie?

Nie mamy konkretnego planu, który określałby, w jakich miejscach chcemy otworzyć kolejne salony wystawowe Jan Kath. Znacznie ważniejsze niż dźwięczna nazwa pięknego miasta są dla nas dobre, rzetelne i często przyjacielskie kontakty z naszymi partnerami. W Warszawie małą część kolekcji naszych dywanów można obejrzeć w MDS (ul. Duchnicka 3, 01-796 Warszawa), a wielu z polskich klientów, którzy chcą się dokładniej zapoznać z naszą ofertą, dociera do salonu wystawowego Jan Kath w Berlinie.  Ale jak już mówiłem: „There’s always room for improvement.”